piątek, 30 grudnia 2011

milion


Dziś będzie o prezencie który ostatnio otrzymałam,
L'Oreal, Volume Million Lashes Luminizer, brown eyes:

 

Czyli maskara pogrubiająca rzęsy i podkreślająca kolor oczu.
Wersja jaką otrzymałam przeznaczona jest do oczu brązowych, których ja oczywiście nie posiadam..
No ale skoro już mam to oczywiście spróbowałam..


Opis producenta:
"Działanie produktu: L`Oréal Paris stworzył specjalną kolekcję maskar Volume Million Lashes z efektem rozświetlającymi odbijającym światło: Volume Million Lashes Luminizers w 4 kolorach, dopasowanych do tęczówki oka.

 Piękno spojrzenia to nie tylko jego intensywność i głębia, lecz także światło wydobywające się z oczu. Dla maksymalnego efektu nie wystarczy więc nadać rzęsom długości i objętości - należy jeszcze wydobyć ze spojrzenia cały jego blask.

Ekspert radzi
Intensywnie czarna formuła tuszu została wzbogacona o rozświetlające drobinki, wyłapujące światło z oka i intensyfikujące blask spojrzenia.
Dla maksymalnego efektu rozświetlenia, do kolekcji dołączają 4 eyelinery Super Liners Luminizers, współgrające z kolorami maskar

Innowacja i składniki:
Ponieważ każdy kolor tęczówki jaśnieje i odbija światło w inny sposób, kolekcja maskar Volume Million Lashes Luminizers zawiera 4 kolory, które podkreślą odmiennym blaskiem każdą z nich.
Dopasowane maskary zawierają rozświetlające drobinki, odbijające kolor tęczówki. Dzięki temu kolor oczu odbija się na rzęsach i powiekach, powiększając oko i podkreślając unikalny blask, emanujący z oczu każdej kobiety.



Nie wiem jaki efekt maskara dałaby na oczach brązowych dla których jest przeznaczona, bo na moich po prostu mi się nie podoba.

Na rzęsach wygląda jakby była ciemno szara (nie przepadam za kolorowymi - nieczarnymi tuszami) z dosyć mocno widocznymi drobinkami, wyglądającymi jak niebiesko-fioletowy brokat.
Może na jakieś wieczorne wyjścia, przy dyskotekowym świetle wyglądałaby lepiej ;)

Niestety nie wytrzymuje na rzęsach całego dnia i się kruszy.

Szczoteczka fajna, silikonowa, gęsta, nabiera odpowiednią ilość tuszu:


Na zdjęciu poniżej można dostrzec drobinki brokatowe? na trzonku, które szybko się osypują i błyszczą na skórze pod oczami a nie na rzęsach:


Tak jak w wydłużenie, podkręcenie, pogrubienie rzęs za sprawą tuszu mogę uwierzyć, tak w podkreślenie koloru tęczówki nie bardzo...

czwartek, 22 grudnia 2011

IN GOD WE TRUST, IN WHAT WE TRUST


Religia to ściema?


wtorek, 20 grudnia 2011

Fascynacji ciąg dalszy..


Sprecyzujmy: fascynacji pędzelkiem :)
Ale tym razem padło na kolor niemalże czarny:

 

Kolor nr 356 firmy ASTOR, Quick'n go! 45 sec.

O czerwonym lakierze z tej serii wspominałam TU.
Był to mój pierwszy lakier z tej serii, ale jak się okazało, nie ostatni.
 
 To właśnie pędzelek sprawił, że moje lakierowe wizyty w drogerii polegają na staniu przed szafą tylko i wyłącznie marki ASTOR.

Więc jak pojawiła się potrzeba kupienia czegoś ciemnego, nie było mowy by padło na coś innego ;)


Na zdjęciu powyżej można dostrzec lekkie drobinki jakie zdaje się mieć ten lakier.
Jak próbowałam go w sklepie drobinek tych nie dostrzegłam, więc nie wiem na ile są widoczne.


Lakieru na razie używać nie będę, czeka na swój wieczorny debiut w najbliższy weekend :)
Kolor wydaje mi się być dobrą alternatywą dla lakierów czarnych, za którymi nie przepadam, w mocnym ciemnym fioletowym, wpadającym w śliwkę odcieniu.

piątek, 16 grudnia 2011

Open’er 2012 – The xx

Trochę mroczna, trochę popowa, trochę spokojna muzyka, znana mi głównie z radia.
Czy sprawdzi się na scenie? Ciężko mi powiedzieć, na żywo lubię muzykę na prawdę liryczną, jeszcze bardziej taneczną, a najbardziej jak zespół mnie zaskakuje - zobaczymy :)





poniedziałek, 12 grudnia 2011

o stopy też trzeba dbać


Moje stopy żyją własnym życiem.
Żyją we własnym świecie, we własnym mikroklimacie.
W mikroklimacie tym zawsze jest zimno, zawsze wieje i zawsze w stopy marznę.



Na szczęście znalazłam rozwiązanie!
Miluchne, ciepluchne, ślicznuchne!
Coś czuję że nawet w lecie będę w nich chodzić :)

sobota, 10 grudnia 2011

Dno! Widzę dno!


Kilka słów na temat kosmetyków zmierzających do kosza.


środa, 7 grudnia 2011

Iście świąteczny nastrój..


Jakie kolory kojarzą Wam się ze świętami?
 Bo mi takie:


- czerwony,
- biały,
- czarny,
- brązowy (złoty).

Znalazłam sweter, idealny na okołoświąteczny czas. W dodatku jest ciepły i miluchny!
Gdy patrzę na niego myślę: Po co Mikołajowi czerwone wdzianko, kiedy mógłby mięć tak piękny golf?! :)

piątek, 2 grudnia 2011

Ponoć dwa w jednym, czyli: Essence, I love stage


Czyli o połączeniu dwa w jednym:


Opis producenta:
"i love stage – baza pod cienie musi pojawić się na scenie! może być stosowana zarówno jako baza pod korektor jak i cienie do powiek. kremowa konsystencja nie wałkuje się, tym samym zapewniając długotrwały makijaż oka a także bardziej intensywny kolor cienia. dostępna w kolorze: 01 beige."

Cena: ok 11 zł za 4 ml.


Zacznę od największego, właściwie chyba jedynego minusa: kolor.
A właściwie gama kolorystyczna, której brak.
Produkt ma jeden odcień - beige, co ogranicza liczbę potencjalnych użytkowniczek.
Niestety, kolor ten okazał się dla mnie za ciemny. A szkoda, bo mogło być tak przyjemnie...
 Mimo, że kolor nie dopasowany do mej karnacji, w celach badawczych, użyłam go kilka razy jako korektora. Bardzo mi się spodobał - dobrze krył, nie wysuszył i trzymał się długo.
Jeszcze bardziej spodobał mi się jako baza pod cienie. Tu kolor trochę mniej mi przeszkadzał, bo całą nałożoną bazę pokrywałam cieniem.
Jak to u mnie bywa przy testowaniu, nakładałam go tylko na jedną powiekę, żeby mieć porównanie do drugiej, czy coś daje.
I muszę stwierdzić, że cienie zaaplikowane na powiekę z owym kosmetykiem były trwalsze. Kolor nie był mocniejszy tudzież bardziej intensywny.
Opakowanie jest całkiem ok i ma aplikator jaki bardzo mi odpowiada - mały włochacz, ścięty pod kątem dając małą płaską powierzchnię.

 

 Produkt dobrze się rozprowadza i fajnie wtapia w skórę. Jeśli miałabym się czepiać, powiedziałabym, że ma może trochę za rzadką konsystencję, ale to na prawdę czepiając się :)



Uważam, że jest to produkt godny uwagi, ale tylko dla osób o tym odcieniu cery.

wtorek, 29 listopada 2011

Gdzie kupić tanią książke?


Nie jest to post reklamowy, spokojnie :)
Chodź reklama będzie, ale oparta na moich doświadczeniach i subiektywnej opini :)

Dziś chciałabym Wam powiedzieć kilka słów o księgarni Szczytnickiej (bądź Za rogiem).

Mojej ulubionej - bo chyba jednej z najtańszych księgarni we Wrocławiu (oraz internecie).
Piszę chyba, bo nie śledzę rankingów najtańszych sklepów ;)

Na księgarnię trafiłam oczywiście przypadkiem, szukając jakiejś książki w internecie.
Od tej pory, większość literatury jaką nabywam, kupuję właśnie tam.
Wybór jest na prawdę spory.

Księgarnia mieściła się kiedyś na rogu ulicy Traugutta i Kościuszki, teraz w okolicach mostu Grunwaldzkiego.

Księgarnia działa jak typowa księgarnia internetowa, z możliwością odbioru książek osobiście, w księgarni stacjonarnej. Od pewnego czasu księgarnia daje również możliwość zapłaty na miejscu przy odbiorze, czego wcześniej nie było.
Czas od zamówienia do odbioru to ok. 3 dni, a o zrealizowaniu zamówienia - możliwości odbioru jesteśmy powiadamiani mailowo i sms-owo.

Jedynym minusem działalności księgarni są wiadomości mailowe.
Dokładniej chodzi o wiadomość jaką dostajemy po złożeniu zamówienia - nie ma w niej ani informacji o nadawcy ani tytułu maila - przynajmniej na mojej skrzynce figuruje napis "brak nadawcy" oraz "brak tematu". Można łatwo takiego maila przez przypadek usunąć, nawet nie otwierając go, więc trzeba na to uważać.

Oczywiście nie wiem jak kalkuluje się zakup książek wraz z kosztami wysyłki, jednak jeśli jesteście z Wrocławia i możecie odebrać zamówienie osobiście, myślę że wart się zainteresować.


piątek, 25 listopada 2011

By ciepło było w d...


... w dupkę rzecz jasna :)
Nowa spódniczka, z prawie polarowego materiału obiecuje mi, że będzie mnie grzała :)

Nie mam w zwyczaju chodzić do osiedlowych sklepów odzieżowych, nigdy nic ciekawego w takich sklepach nie znalazłam, co utwierdza mnie w przekonaniu, że nie ma po co tam zaglądać.


Właściwie to kiedyś utwierdzało, bo dziś się to zmieniło :)

Różowo mi...


Dziś będzie o moim drugim ulubionym kosmetyku do makijażu, różu do polików.
Dokładniej, o moim ulubionym różu L'Oréal True Match Blush, kolor 115, True Rose.


sobota, 19 listopada 2011

czwartek, 17 listopada 2011

owinąć się trzy razy i zasnąć


Uwielbiam duże swetry!
Takie co mogłabym się ze trzy razy nimi owinąć! Owinąć, zawinąć w kłębek i zasnąć!


środa, 16 listopada 2011

Z cyklu Fabryka Przyjemności? Nie do końca..




Michałki to cukierki są "od zawsze", tak jak kukułki i kapitańskie :)
Za tradycyjnymi Michałkami średnio przepadam, ale miło mnie zaskoczyła wersja biała.
Zachęcona poprzednia nowością, spróbowałam Michałków pomarańczowych:



Niestety rozczarowały mnie. Jak dla mnie ich smak i kolor jest zbyt sztuczny, lekko wyczuwana pomarańcza mało przypomina prawdziwy owoc. To tyle.
Spróbujcie, ale nie oczekujcie zbyt wiele.

poniedziałek, 14 listopada 2011

ostatnie wspomnienie lata

czwartek, 10 listopada 2011

Open’er 2012 – Björk


Cykl Open’er 2012 czas rozpocząć.

Ale może na początku, dla tych którzy nie wiedzą – zajrzyjcie na krótki opis i oficjalną stronę festiwalu.
Dla tych którzy wiedzą: pierwszy artysta ujawniony – Björk, wystąpi pierwszego dnia festiwalu - 4 lipca.
Myślę, że każdy w większym bądź mniejszym stopniu kojarzy Björk, jej specyficzną twórczość oraz osobę, dlatego nie będę się tu na jej temat rozpisywać, chciałabym natomiast zabrać was na małą wycieczkę do przeszłości – czyli koncert z 2007 roku.




środa, 9 listopada 2011

już wiem co posieję na wiosnę w ogrodzie...




...w zasadzie nie ja tylko moja mama, ale ładnie ją poproszę, o dynię!

Nie pamiętam, abym jadła wcześniej dynie, aż do pięknego miesiąca października (no i listopada)..
Zawsze przerażała mnie wielkość dyń sprzedawanych w sklepach i myśl, że kupując taką będę ją jadła przez kilka długich dyniowych miesięcy..

wtorek, 8 listopada 2011

smiley faces


piątek, 28 października 2011

Cherry, cherry baby..


Czy była kiedyś jakaś taka piosenka: cherry, cherry baby..?
Bo coś mi się podśpiewuje ;)

Ale do rzeczy.
Cherry Licious to odcień pomadki Moisture Renew Lipstick od firmy Rimmel, o której będzie dziś słów kilka.


Według opisu jest to nawilżająca pomadka, zapewniająca wygładzenie ust nawet do 65%.
Zawiera kolagen, witaminę A, E i C, które mają odżywić usta.
Ponad to ma SPF 18.


Opakowanie kwadratowe, w fioletowym, metalicznym odcieniu.
Ma ściętą górę, co mi nie odpowiada, ponieważ stawiam pomadki do góry dnem, aby nr i odcień był widoczny.
Po za tym opakowanie funkcjonuje poprawnie ;)


Odcień nr 840 to połączenie czerwieni z wiśnią, z domieszką brokatu, podoba mi się.
Dla odważnych pań na dzień, dla mnie idealna na wieczór.
Ma delikatny zapach, taki typowy dla szminek.
Ma kremową konsystencję, jednak specjalnie nie nawilża ani tym bardziej nie wygładza moich ust.


Na ustach utrzymuje się krótko, max 2 godziny.
Test piciowo-jedzeniowy nie zaliczony.
Czy kupiłabym ponownie? Nie.
Cena ok 20 zł.

sobota, 22 października 2011

hu hu ha, hu hu ha, nasza zima..


wcale nie zła!
Zwłaszcza gdy ma się szalik. Tak, ciepły, miły, i przyjemny - szalik!




Ten, zakupiony w szmatek za kilka złotych (!) jest moim nowym ulubieńcem.
Można się opatulić, zanurzyć lub w nim schować!

czwartek, 20 października 2011

.. od pierwszego wejrzenia..


Moja nowa miłość!
Miłość od pierwszego wejrzenia!
Za kilka złotych, więc prawie bezcenna!


Ponoć norweskie motywy są teraz modne :)
Duży, 'oversajzowy' rozmiar, pod który można założyć coś jeszcze, w prawdziwie zimne wieczory.
Świetnie będzie wyglądał z rurkami lub leginsami - duuuża luźna górą i wąski dół.


Coś czuję, że będzie to mój ulubieniec tej zimy!

poniedziałek, 17 października 2011

o mocnej moc owoców


Czyli o dwóch herbatach firmy Marks & Spencer: cytryna z imbirem i żeń-szeniem oraz truskawka z maliną.


Pierwsza z nich jest mocno imbirowa, lekko pikantna bym nawet powiedziała :)
Intensywny zapach i smak, fajnie smakuje na zimno, w wersji orzeźwiającej.
Jej kolor kojarzy mi się - proszę wybaczyć sformułowanie - z sikami ;) nie jest przezroczysta, a lekko mętna.
 
Druga z nich jest aromatyczna, mocno owocowa i intensywnie różowa :)
Pysznie pachnie i pysznie smakuje! Poniżej zdjęcie podczas zaparzania.

Niestety opakowania wyrzuciłam od razu, więc dokładnego składu nie podam, przy kolejnej wizycie w sklepie zrobiłam jedynie zdjęcie opakowań.
 

I torebka, w której herbata była hermetycznie zamknięta:
 

Oba opakowania mają po 20 torebek.
Jedna z herbat (chyba imbirowa) kosztowała ok 9 zł, a w jednej saszetce znajduje się 2,5 g herbaty. Druga kosztowała ok 7 zł, a w saszetce jest na pewno mniej herbaty, chyba 2 g.
Czy kupiłabym ponownie?
Na pewno tak, wybór jest spory i na pewno skuszę się na kolejną.

sobota, 15 października 2011

SH I love you!


Nic dodać, nic ując...



3 nowe, swetrowe, szmateksowe zdobycze:)

czwartek, 6 października 2011

Lady in red, red, red!


Tak się zastanawiam, czy są na świecie kobiety, które nie lubią czerwieni na paznokciach?
Jest to tak ponadczasowy i podstawowy kolor (bynajmniej dla mnie), że trudno mi to sobie wyobrazić.
Choć z drugiej strony kolor czarny też chyba jest ponadczasowy, a wcale go nie lubię...
Ale miało być o czerwieni, więc nich będzie:


A dokładniej o czerwieni w nr 240 firmy ASTOR, z linii Quick'n go! 45 sec.

Opis producenta jest długi więc nie będę go zamieszczała, możecie przeczytać go TU.

Zacznę od koloru.

Jest on po prostu czerwony ;)
Ale taki wiecie, czerwony czerwony!
Nie jasny, nie ciemny, nie wpadający w róż, nie w bordo, po prostu czerwony.
Po prostu taki, jaki powinien być kolor o którym myślę "czerwony".

Buteleczka jest mała (8 ml), zgrabna, rączka pędzelka gruba i fajnie leży w dłoni.
Pędzelek rewelacyjny - odpowiednia twardość, szerokość, i lekko zaokrąglony kształt.


Schnie szybko (ale czy 45 sekund? sprawdzę następnym razem :), a do dobrego pokrycia potrzebne są
2 warstwy, więc powiedziałabym tradycyjnie ;)
Trochę ciężko go zmyć - rozmazuje się wokół paznokcia i barwi paznokcie, też bym powiedziała tradycyjnie - jak większość ciemnych lakierów...


Jest to lakier jak lakier - jego trwałość to ok 2-3 dni bez bazy i utwardzacza, w zależności od czynności jakie wykonujemy naszymi dłońmi, jeśli prawie nic- utrzyma się dłużej, jeśli myjemy, sprzątamy i coś tam jeszcze - oczywiście krócej.

Jednak myślę, że warto zwrócić na niego uwagę głównie ze względu na pędzelek, który zrobił na mnie bardzo duże wrażenie.

piątek, 30 września 2011

jesień idzie czy nie idzie?


 Bo po co komu taki miesiąc jak wrzesień?
Rano zimo, w dzień ciepło a wieczorem duszno...


Jeszcze jeden ciuch z SH, właśnie taki idealny na wrzesień!

piątek, 23 września 2011

"i jeszcze czepka ci brak"


Na moje pytanie: Jak wyglądam?
Mój mężczyzna odpowiedział: Jak w fartuchu i jeszcze czepka ci brak".


I choć narzutko-tuniko-kubrak na zdjęciu prezentuje się faktycznie jak fartuch ;) to w rzeczywistości nie!
Firma Marks&Spencer, oczywiście SH :)

czwartek, 25 sierpnia 2011

 Nie pamiętam kiedy ostatni raz mój wolny dzień był tak ciepły, tak słoneczny i tak beztroski..

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...