wtorek, 28 lutego 2012

Różowo mi..


Kiedyś pisałam o różu True Match Blusch w kolorze nr 115.

Dziś chciałabym przedstawić Wam wersje wiosenno-letnią, czyli kolor 120 Sandalwood.


poniedziałek, 27 lutego 2012

zimą źle, latem jeszcze gorzej...


Gdy za oknem szaro, buro i ponuro, myślę: kiedy będzie lato..
Gdy robi się gorąco, duszno i wszyscy śmierdzą potem, myślę: niech w końcu będzie zima..



Prawie "The One"!


Czyli o maskarze One By One Satin Black od MAYBELLINE:


Opis producenta:
 
"Dla kogo?
Dla kobiet, które pragną, by ich rzęsy uwodziły intensywną czernią i zmysłową objętością.

Działanie:
• Rzęsy zyskują natychmiastową objętość i wyraźny połysk
• Dzięki specjalnej formie szczoteczki każda rzęsa jest widocznie podkreślona. Na jedną rzęsę przypadają 3 włókna, które chwytają, pokrywają i rozdzielają dając efekt wyraźnie pogrubionych rzęs.
• Wyjątkowa formuła nadaje rzęsom niespotykany dotąd wymiar czerni. Głęboki i intensywny kolor z satynowym połyskiem oraz wyjątkowa objętość to wyrafinowana kombinacja zmysłowości i elegancji.

Efekt:
Intensywna i satynowa czerń. Natychmiastowa objętość. Bez grudek."


Produkt ten okazał się być wyjątkowo fajny :)

Objętość i połysk - jak zapewnia producent, może nie koniecznie jest zauważalna, ale rozdzielenie rzęs prawie idealne!

Bardzo nie lubię, gdy moje rzadkie i mizerne rzęsy się sklejają i są oblepione grudkami, są sztywne, matowe i płaskie - niepodkręcone. No i dzięki temu produktowi takie nie są!
Czyli: rozdziela rzęsy, nie pozostawia grudek, delikatnie podkręca i pogrubia, rzęsy są miękkie i mocno czarne (oczywiście czasem skleja i daje grudki, ale na prawdę rzadko i w małych ilościach - w porównaniu do mych wszystkich poprzednich tuszy!).

Szczoteczka jest sylikonowa, dosyć gęsta, giętka, nabiera odpowiednią ilość tuszu:


Na moich rzęsach wytrzymuje cały dzień nie osypując się.
 
Jedynym minusem jest mocny, nieprzyjemny zapach.

Na dzień dzisiejszy jest to moja ulubiona maskara!

czwartek, 23 lutego 2012

"Złe mięso"


Spokojnie, wcale nie uważam żeby mięso było złe ;)
I jakoś przejścia na wegetarianizm sobie nie wyobrażam ;)

Co nie znaczy, że typowo wegetariańskich dań nie lubię!

Dziś będzie o "klubojadalni" Złe mięso:


Niestety jakość zdjęć nie najlepsza no ale cóż...


Bardzo przyjemnie, kolorowo i wygodnie.
Całkiem bogate menu i duży wybór napoi.





Wszystkie dania oczywiście wegetariańskie.
Ogromne talerze i bardzo duże porcje + najlepsze frytki na świecie! - wierzcie na słowo ;)

Gulasz "jakiś tam" - bo nazwy nie pamiętam ;) frytki (lub ryż/ziemniaki), surówki,
cena 13,90 zł


Falafel, sałatka, frytki (lub ryż/ziemniaki), sos, humus,
cena 15,90 zł


Na  ścianach grafiki i obrazy, a między stolikami kilka fajnych rzeczy, np:


chyba siedzisko, chodź pewności nie mam..
Oryginalne :)


"Złe mięso" - dobre miejsce!
Ceny ok, obsługa miła, wystrój w moim guście :)

Polecam gorąco!

piątek, 17 lutego 2012

Open'er 2012 - Bat For Lashes, Bon Iver, Friendly Fires, Wiz Khalifa


Bat For Lashes
Słysząc tą muzykę od razu myślę o Portishead (chodź nie wiem czemu, bo podobieństwo jest minimalne), słysząc wokalistkę od razy myślę o Björk (chodź podobieństwo jest jeszcze mniejsze)… 
Trochę tajemnicze, nostalgiczne, mroczne i dziwne – miks Portishead i Björk jak nic :)
Specjalnie za tą grupa nie przepadam, poza tą piosenką:
(jedna z moich ulubionych ever!)


wtorek, 14 lutego 2012

Z cyklu: Fabryka Przyjemności - dwa w jednym..




Kto lubi czekoladę? Łapka do góry!
Kto w dzieciństwie lubił lentilki? Łapka do góry!

Nie wiem jak wy, ale ja obie łapki mam w górze :)
Dziś chciałabym przedstawić Wam czekoladę, która łączy dwa w jednym :)
Milka, „Dare to love”:


Na sam widok tej czekolady pojawia mi się uśmiech na twarzy :) jest to związane po pierwsze z lentilkami – swoistym symbolem dzieciństwa oraz samym opakowaniem – nie wiem czemu ale opakowania Milki zawsze mi się podobały :)
Jednak wróćmy do meritum.
Czekolada jak bardzo słodka, jak dla mnie za słodka, co ma w zasadzie i plusy – zjemy dwie kostki a nie dwa paski na raz :)
Wielkim plusem są zanurzone kolorowe draże, które wprowadzają do czekolady chrupkość.


Czekolada ma 100 g, a jej koszt to ok. 3,80 zł.
Myślę, że będzie to dobra propozycja dla dzieci, które lubią  „bajeranckie” słodycze i dla których każda ilość cukru we krwi nie stanowi problemu.
Jeśli Wy również lubicie zasłodzić się na maksa, spróbujcie!

poniedziałek, 13 lutego 2012

Idziemy na kawę? Nieee, na czekoladę!


Czy idąc na ploty idziecie na kawę?
Ja chodzę na gorącą czekoladę (ewentualnie na poncz, ale o tym może innym razem :)

 

Dziś chciałabym Wam zaprezentować pewne wrocławskie miejsce, gdzie dają wyjatkową czekoladę!

Jedno z moich ulubionych miejsc na klubokawiarnianej mapie Wrocławia:

Lokal, jak sama nazwa wskazuje, jest swoistą graciarnią i będąc tam można poczuć się jak w pięknym antykwariacie (na stronie www możecie zobaczyć zdjęcia wnętrza)...
Mi wystrój baaardzo odpowiada!

Można tam coś przekąsić, napić się alkoholu i co najważniejsze - gorącej czekolady!


Uwielbiam to miejsce nie tylko za sama czekoladę (dobrą można znaleźć również w kilku inncyh lokalach), ale za to, że zawsze ciepłą czekoladę mają!
co wcale nie jest takie proste i oczywiste, bo notorycznie idąc w inne miejsca, jestem odprawiana z kwitkiem, bo "właśnie, akurat teraz" czekolady nie mają...

Drugi plus tej czekolady - dodatki.
Jest kilka do wyboru, ale moje ulubione - pomarańcza i bakalie! I oczywiście bita śmietana :)
Zarówno pomarańcze jak i bakalie są solidnie dodawane do czekolady, więc na prawdę można je poczuć, nie tylko w nazwie.

Czekoladę z bakaliami polecam osobom naprawdę lubiącym słodkości, bo jej słodycz jest nie do opisania!
Czekolada z cząstkami pomarańczy natomiast, to połączenie dla mnie IDEALNE - słodycz i lekka kwaśność. Można ją jeść, jeść i jeść...

Małym szkopułem można uznać "ułożenie" pomarańczy - chodzi o to, że pomarańcze na dnie szklanki czasem tak się układają, że blokują dopływ czekolady na samo dno, w rezultacie czego czekolada znajduje się tylko w górnej części szklanki..

Ale co tam! I tak uważam, że warto!


Koszt czekolady z dodatkami to 13 zł.
Można wziąć również samą czekoladę, tylko z bitą śmietaną i o połowę mniejszą niż widoczne na zdjęciach, wszystko oczywiście w proporcjonalnie innych cenach.
Polecam!

niedziela, 12 lutego 2012


W tym sezonie postanowiłam nie kupować gotowych ziół tylko sama wyhodować.


Już kiedyś siałam zioła do doniczek, ale niestety nic z nich nie urosło.
Teraz też mam pewne obawy, ze względu na jakość użytej przeze mnie ziemi, ale zobaczymy...

sobota, 11 lutego 2012

pomidor, serce, a może krew?


Zawsze mam problem z określeniem koloru czerwonego, takiego wiecie, prawdziwego czerwonego. Pomidorowy? Sercowy? A może krwiowy? (znaczy się jak krew ;)
Dlatego zawsze mówię "prawdziwy" czerwony :)

A o jakiej czerwonce mowa?
O czerwonce od Max Factor: Max Effect Gloss Cube, dla jasności - o błyszczyku :)


Omawiana czerwonka ma nr 07 i zwie się ponoć Lovely Strawberry, ponoć, ponieważ na opakowaniu jest tylko numer, nazwę znalazłam w internecie.


Aplikator
Ma małe włoski, zaokrągloną końcówkę, i UWAGA! nabiera idealną ilość błyszczyka!
Pod tym względem jest na prawdę świetny, wolę zanurzyć dwa razy końcówkę w błyszczyku niż mieć go na tej końcówce za dużo.
I mimo, że trzonek (czy jak to tam nazwać :) aplikatora jest wiecznie brudny, to produkt nie zbiera się na otworku, dzięki czemu miejsce odkręcania błyszczyka nie jest uciapane.
W aplikatorze zmieniłabym jedynie kształt - wolę gdy gąbeczki są lekko ścięte niż całe zaokrąglone.


Konsystencja, trwałość
Błyszczyk jest gęsty, dobrze się rozprowadza, nakładając go mamy wrażenie, że jest lekko klejący - tak jakby przykleja się do ust, co mi odpowiada.
Jednak jest to mocny kolor, dlatego jedna warstwa nie wystarczy aby uzyskać intensywny odcień na ustach - trzeba nałożyć dwie, ale dzięki temu możemy stopniować nasycenie koloru.
Produkt jest moim zdaniem wyjątkowo trwały - jak na błyszczyk. Oczywiście w trakcie jedzenia i picia znika, choć nie od razu - jak to bywa z większością tego typu produktów.
A jeśli nawet już go zjemy, pozostawia czerwony odcień na całych ustach, nie tylko na ich krawędziach.
Przez swą trwałość dosyć ciężko go zmyć, na pewno nie wystarczy sama woda. Po zaaplikowaniu go na rękę, mimo prób zmycia mydłem (niczego innego akurat nie miałam), czerwony ślad został jeszcze przez pół dnia.
Po aplikacji ma lekko błyszczące wykończenie.


Opakowanie
To również duży plus! Jest proste, małe, zgrabne, eleganckie, zmieści się spokojnie nawet w kieszeni. Chyba wolę błyszczyki kwadratowe od okrągłych :)
Mały minus za zakrętkę - trochę się przekręca przy zamykaniu i nie jest równo z drugą częścią błyszczyka.


Pojemność 4 ml (chyba), cena ok 24 zł.

piątek, 10 lutego 2012

Z cyklu Fabryka Przyjemności: plum, plum, plum...



Post o zabarwieniu alkoholowym, więc tylko dla dorosłych ;)

czwartek, 9 lutego 2012

Wyjątkowe "Miejsce"


Z firmą Ilustris związana jestem od bardzo dawna (związana emocjonalnie oczywiście :)
Na mej korkowej tablicy do dziś - od 6 lat wisi m.i. kalendarzyk tej firmy :)
Wówczas produkty tego wydawnictwa można było dostać przede wszystkim w Empiku,
teraz powstało dla nich wyjątkowe Miejsce:


Przede wszystkim kartki, ale również obrazy, książki, grafiki, kubki i dużo, dużo więcej...


To co babeczki lubią najbardziej: MODA :)


Zbliżają się walentynki :)


W Miejscu znajduje się również miejsce, w którym można usiąść, odpocząć i zaspokoić swe pragnienie:


Pani klientka mówi: Potrzebuję coś, żeby rozweselić smutną osobę.
Pani sprzedawczyni: Przyszła pani w idealne do tego miejsce.

Miejsce, róg ul. Odrzańskiej i Kotlarskiej, Wrocław.

wtorek, 7 lutego 2012

Zielone uzależnienie.


Jestem totalnym ogrodnikiem :D
Może to dziwnie brzmieć, ale tak jest. Jestem uzależniona on roślin, zarówno domowych jak i rosnących na zewnątrz.
Moje ulubione zajęcie: sadzenie, przycinanie, podlewanie i grzebanie w ziemi :)
Moje ulubione miejsce we Wrocławiu: Ogród Botaniczny (i wszystkie parki, skwery i lasy).
Moje ulubione miejsce w rodzinnym domu: kawałek pseudo ogrodu (pseudo, bo określenie ogród to trochę za dużo powiedziane na określenie tego skrawka ziemi jakim dysponują moi rodzice :)

Dziś chciałabym przedstawić moje 3 ulubione rośliny – rodzaje, do trzymania w czterech katach.


Mięta - zioła

 

niedziela, 5 lutego 2012

Barbaros w kuchni, a może Fabryka Przyjemności?


Czyli zrób sobie chałkę :)

Przepis pochodzi ze strony KOTLET TV

Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam wszystkie drożdżowe wypieki!


czwartek, 2 lutego 2012

Obiecanki cacanki... Tusz Volume Flash x10 Waterproof


Tusz wodoodporny dobra rzecz.
Dobry tusz wodoodporny rzadka rzecz...


Obietnica producenta: "Ekspresowa objętość rzęs dla kobiet żyjących w biegu!
Do 10x pogrubione rzęsy w mgnieniu oka! Natychmiastowe pogrubienie!
Nowa generacja unikalnej żelowej formuły Quick Bond - pogrubienie bez grudek!"

Cena: ok 20 zł.


Dziś chciałabym trochę ponarzekać :)
Nie mogę znaleźć dobrego, wodoodpornego tuszu :(
O Volume Flash Rimmela nawet nie chce mi się za bardzo pisać..

Jedyny plus: jest wodoodporny.
Po za tym robi to, czego nie znoszę: zostawia grudki, skleja rzęsy, nie daje efektu pogrubienia. I śmierdzi.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...