sobota, 28 kwietnia 2012

Błyszcześ jak gwiazda czy jak psu jaj*a?


Cienie do powiek to jeden z tych kosmetyków, które lubię, o dziwo, kupować najmniej.
Dlaczego? Bo z nimi mam zawsze największy problem - ciężko mi znaleźć odcień, który akuratnie potrzebuję, jak już niby znajdę, to w użyciu okazuje się inny niż myślałam.
 Najodpowiedniejsze wydają mi się pojedyncze cienie z Inglota, ale problem w tym, że pojedynczych cienie nie lubię (takich każdy luzem, osobno) - chyba pora skompletować sobie mała paletkę (bo dużej przecież nie będę targać ze sobą ;).

Najbardziej lubię gotowe mini paletki, składające się z 3-5 kolorów.
Dlatego zdecydowałam się na paletę Eye Artist od Astor, w kolorze nr 110 Sahara Gold.


Na początek fragment z opisu producenta:
 Korzyści:
- kolor utrzymuje się do 10 godz.,
- duża intensywnosc koloru,
- stosowana na na mokro saje mocniejszy, bardziej intensywny efekt,
- łatwa aplikacja,
- testowana oflaktorycznie,
- testowana dermatologicznie.

Najbardziej zależało mi na 2 brzoskwiniowo-łososiowych kolorach, do tego miedziano-brązowy i ciemno brązowy również wyglądały zachęcająco.


Wada nr jedne tego kosmetyku, czyli struktury cieni, a właściwie jej miękkości. Cienie są bardzo bardzo bardzo miękkie - aż za bardzo!
Przy lekko mocniejszym dotknięciu - nabieraniu cienia, robi nam się dziura. Nie ma mowy o nakładaniu ich dołączonym aplikatorem, bo po kilku użyciach cień się rozsypie całkowicie.


Kolejną wadą - największą tego produktu, jest kolor i połysk jakie uzyskujemy po nałożeniu.
Kolory, te na których mi najbardziej zależało, po nałożeniu mają się nijak do kolorów jakie widzimy w opakowaniu. Są o wiele bledsze i mniej łososiowe, nie takiego odcienia oczekiwałam.
Druga sprawa to połysk jakie dają - ogromny!
Zwłaszcza "pod słońce", świecą się niemiłosiernie przez co kolory wydają się jeszcze bledsze.


Cienie lepiej nakładają się na mokro, na sucho lekko się osypują. Niestety na mokro kolory nie są bardziej intensywne. Na powiekach utrzymują się cały dzień i nie osadzają się w "zakamarkach". Dobrze się też ze sobą łączą.
Kolejna wada to sposób, w jaki dwa brązowe kolory są umieszczone w palecie. Jest ich dosyć cienki pasek, więc można mieć problemy z nabraniem na pędzelek.


Tak jak lubię, gdy cienie mają lekko błyszczące, perłowe wykończenie, tak nie znoszę, gdy świecą się jak księżyc w pełni! Zawiodłam się strasznie!
Cena ok 30 zł.

wtorek, 24 kwietnia 2012

wszystkie kolory tęczy, to znaczy różu..


Nie wiem czy się starzeję i chcę się za wszelką cenę odmłodzić, czy starzeję się i dojrzewam do noszenia wszystkich odcieni różu.


Kolor różowy był dla mnie zawsze tym "nigdy przenigdy nie ubiorę!" i kojarzył się z pewnym typem dziewczyn, na które spuszczam zasłonę milczenia.
Ale jako iż kobieta zmienną jest, zmieniło się i to :)

Zaczęło się od różu na ciuchach, później były paznokcie - uwielbiam mój różowawy lakier! a teraz przyszedł czas na buty! I sama sobie się dziwię, że je kupiłam!
Po pierwsze, że różowe, po drugie materiałowe. Pewnie zaraz będą brudne, ciężko będzie je domyć i zaraz się rozwalą.. Ale nie mogłam się oprzeć temu odcieniowi!
Chyba faktycznie starość nie radość ;)

sobota, 21 kwietnia 2012


Nie pamiętając kiedy ostatnio jadłam watę cukrową, nie pamiętając jak smakuje, skusiłam się na jedną podczas ostatniego spaceru.


I stwierdzam, że wata cukrowa jest okropna!
Słodka jak nie wiem co, strasznie klejąca i do tego jej faktura (o ile można nazwać to fakturą) - takie jakieś papierowe włosy, bleee!


A na pocieszenie kwiatek, dla wszystkich z Was! :)


środa, 18 kwietnia 2012

Ile "cukru w cukrze"?


Kiedyś, o TU, wspominałam o dwóch herbatach firmy Marks&Spencer.
Bardzo mi posmakowały, więc skusiłam się na kolejną.
Tym razem padło na żurawinę z kwiatem dzikiego bzu:


Co jest w tej herbacie najdziwniejszego? Skład!
Duży napis krzyczący z opakowania CRANBERRY & ELDERFLOWER ma się nijak do rzeczywistego składu. Według etykiety skład tej herbaty stanowi przede wszystkim hibiskus, a tytułowa żurawina stanowi tylko 10 % całości. Jeszcze ciekawiej jest z tytułowym kwiatem bzu którego jest % - nie wiadomo ile. Oczywiście można to sprawdzić nieco niżej, gdzie z angielskich napisów wynika, że owego bzu jest jedynie 5 %!

Więc po co, pytam się, pisać że jest to herbata bzowo-żurawionowa z malinami, skoro teoretycznie najważniejsze składniki znajdują się w mniejszości? Nie można napisać "hibiskus z dziką różą"?


Nie chodzi o smak, który tym razem mi średnio odpowiada i nie wydałabym ponownie 9 zł za 20 torebek tej herbaty (smak jest słaby, mało owocowy, trochę jakby duszący), ale jakoś nigdy dotąd nie zwracałam uwagi na skład i do głowy mi nie przyszło, że może być aż tak różny niż wynikałoby to z nazwy. Szok.

niedziela, 15 kwietnia 2012

"Wydawnictwo"


Gdy pierwszy raz poszłam do Wydawnictwa, pomyślałam:
miejsce sponsorowane prze IKEę i wcale nie był to komplement...
Rzuciły mi się w oczy meble typowo IKEowe, które każdy wszędzie rozpozna, było trochę pusto, sztucznie, sama nie wiem.. było po prostu dziwnie (mimo, że do IKEi nic nie mam :)

Na szczęście w miarę upływu czasu miejsce zapełniło się fajnymi rzeczami - zwłaszcza tymi starymi (uwielbiam!), zrobiło się kolorowo i przytulniej i obecnie wygląda tak:


Pierwsza część klubokawiarni odpowiada mi najbardziej.


Dalsza część, całkiem fajna, prezentuje się tak:


Wydawnictwo to oczywiście również księgarnia:


I jak tu tego miejsca nie kochać:


Menu standardowe dla klubokawiarni: kawa, herbata, gorąca czekolada (mniam!!), przekąski, ciasta, kanapki, piwo i drinki.

A teraz dół:


Tu już bardziej IKEowo ;)
4 stoliki, kilka krzeseł, 2 sofy



I łazienka :)


Wydawnictwo to w zasadzie typowa klubokawiarnia.
Za dnia kawa, wieczorem piwo.
Do tego wystawy zdjęć, pokazy filmów, specjalne spotkania.
Wnętrze to oczywiście indywidualna sprawa - zdjęcia nie oddają dokładnie wszystkiego.

Ja to miejsce polecam, mimo że nie jest naj naj ulubionym, to na pewno w rankingu lubianych plasuje się wysoko ;)

Wydawnictwo, ul. Włodkowica 11, Wrocław

czwartek, 12 kwietnia 2012

Ręcę i inne części ciała opadają... Czyli reklamacja butów w ALDO


W końcu się zebrałam aby opisać Wam dłuuugą historią jeszcze dłuuuzszej reklamacji butów w ALDO plus pseudo prawa konsumenckie.

Czyli post z cyklu "z życia wzięte".

Buty (oficerki) zakupiłam w styczniu 2011 roku.
Po zimowych wyprzedażach, dodatkowym "sms-owym" rabacie kosztowały jakieś 315 zł - dużo (niestety nie wiem ile kosztowały normalnie).

Były to buty, których dłuuugo szukałam, więc byłam nimi zafascynowana i w nich zakochana :)

W przeciągu kilku miesięcy użytkowania buty były 4, właściwie można powiedzieć że 5 razy w reklamacji..

sobota, 7 kwietnia 2012

Open'er 2012 - Penderecki - Greenwood, The Mars Volta


Muzyka klasyczna kojarzy mi się (nie wiedzieć czemu) z jednym wydarzeniem:
Do dziś pamiętam kwietniowe popołudnie 2008 roku, kiedy to znalazłam się na Przeglądzie
Piosenki Aktorskiej.
Dokładniej to na spektaklu "Opera za trzy grosze" teatru Berliner Ensemble.
 Było to jedno z większych wydarzeń tamtej edycji Przeglądu, więc niecierpliwie przebierałam nóżkami i rączkami :)

Większość przedstawienia przespałam!!!

Trochę głupio mi z tego powodu, chyba nawet trochę wstyd... ale co tam, siedziałam w jednym rzędzie z Kingą Preis i Leszkiem Możdżerem więc z radości nóżkami przebieram do dziś!
(czy też tak macie widząc kogoś przez Was uwielbianego? :)

Ale wracając do wątku głównego:

Krzysztof Penderecki i gitarzysta Radiohead, Greenwood, podjęli niezwykłą współpracę.
 

czwartek, 5 kwietnia 2012

ekspresowo truskawkowo


Nigdy nie przyszło mi do głowy aby w lecie zamrozić truskawki i cieszyć się nimi zimą. Na szczęście ma mama pomyślała o tym, ba, pomyślała i o mnie dając mi podczas ostatniej wizyty jedną porcję.


Początkowo miał być tylko koktajl, no ale skoro ciasto francuskie kosztowało tylko 2 zł, powstały i ciastka.
Błyskawiczny pomysł na słodki podwieczorek, dla tych którzy w kuchni mają dwie lewe ręce, jak i dla tych, którym się akurat dziś nie chce ;)
Płat gotowego ciasta francuskiego kroje na 8 części, kładę truskawki, posypuję cukrem, szczelnie zawijam i do piekarnika, ok 180 stop., jakieś 20 minut - tak żeby były zrumienione jak lubicie.


W między czasie, gdy ciastka się pieką, resztkę truskawek łączę z mlekiem i jogurtem, wszystko miksuję.


I gotowe! Jeszcze tylko cukier puder i się delektuję!


wtorek, 3 kwietnia 2012

podebraniec popapraniec


Podebrałam mamie na kilka dni pogrubiający tusz:
MAXFACTOR 2000 CALORIE, DRAMATIC VOLUME.


Opis producenta:
"Legendarna maskara 2000 Calorie, pogrubiająca rzęsy do 300% jest dostępna w 3 wariantach – Dramatic Look – Waterproof – Curved Brush Volume & Curl.
Każda z nich daje ponadczasowy efekt pogrubionych rzęs. Do 3 razy większa objętość.
Trzykrotnie większy wybór.
* w porównaniu z naturalnymi rzęsami

Pogrubiająca maskara 2000 Calorie jest idealna na każdą okazję – zarówno na co dzień jak i na wieczór. Teraz to Ty decydujesz o objętości swoich rzęs, a to wszystko dzięki specjalnej szczoteczce, która aplikuje dokładnie taką ilość tuszu jaką chcesz.
Sekret pogrubionych i idealnie oddzielonych rzęs tkwi w sposobie aplikacji maskary, którą należy nałożyć ruchem zygzakowym, aby dokładnie pokryć każdą rzęsę.
Ta technika dodatkowo nadaje im wyjątkowej objętości u nasady.
Na koniec użyj samej końcówki, aby idealnie oddzielić od siebie rzęsy."


Opakowanie zwykłe, proste, tradycyjne, powiedziałabym klasyczne - czarne ze złotymi dodatkami, taka wyliftingowana poprzednia wersja.


Próbowałam kilka różnych sposobów aplikacji tego produktu: począwszy od zaleceń producenta - ruchem zygzakowym, skończywszy na najzwyklejszej aplikacji ruchami podłużnymi.
Za każdym razem efekt był ten sam: rzęsy lekko posklejane, nierozdzielone, z małymi grudkami.

Szczoteczka prezentuje się tak:


Jest gęsta i ma tradycyjny kształt. Jak dla mnie trochę za dużo nabiera tuszu.


Muszę zaznaczyć, że utrzymuje się długo, nawet z moją nieopanowana tendencją do pocierania oczu utrzymywał się cały dzień.

Każdy tusz na każdych rzęsach może zachowywać się inaczej, niestety ten na moich nie zachowuje się tak jak bym chciała. Dobrze, że tylko pożyczyłam go na kilka dni do przetestowania i zaraz go oddaję..

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...